… bo dzisiaj moi mili jest Dzień Bez Prze­kleństw.

Mimo iż wiem jakie to kur… znaczy się bar­dzo trudne upraszam o powstrzymanie się od co bar­dziej soczystej i akcen­towanej mowy :) Co w sumie wyj­dzie na dobre. Bo kląć to trza umić

Uhhh… Pamiętam kolegę Szabego z jed­nej z firm, w których pracowałem. To jak on klął i ubar­wiał swoje opowiadanka i krót­kie wtręty to brzmiało jak poezja. Naprawdę słuchało się go z podziwem dla inwen­cji w wykorzystaniu tych paru słów na K,P,G i Ch. :) Miodzio! :)

Kiedy wracał od klienta to jed­nym soczystym zdaniem, w którym poza mięsem bywał jakiś spój­nik i czasem jakiś nie­wul­garny pod­miot, potrafił wyjaśnić więcej niż inny w długiej relacji ze spo­tkania. Talent! Ot co! :)

Tak. Sam klnę i lubię wtrącić co bar­dziej nie­par­lamen­tarne słówko tu i ówdzie. Po to one są! Bez nich nasza komunikacja była by sztywna i prze­słodzona. dla kon­trastu musielibyśmy w końcu odbić w drugą stronę i to czego nie chcemy “wytłu­ścić” zaczęlibyśmy zdrab­niać i wynikiem było by per­manentne pitu pitu z nie­licz­nymi nor­mal­nymi wtrąceniami tu i tam. 

Rzucanie mięsem ma bogatą historię. Językoznawcy mają bar­dzo dużo do powiedzenia na ten temat. Pamiętam i Bral­czyka i Miodka mówiących cał­kiem przy­chyl­nie o ist­nieniu tego zakątka mowy. 

Jak te słówka pomagają w pracy! Jed­nym mięsistym wtrętem prze­kazuje się tyle emocji! Jak tu pracować? Jak tu dys­kutować problemy? Jak tu usuwać bugi? Jak tu kogoś popędzać! Jak tu się czegoś domagać? Jak tu żyć??? 

I mógł­bym tak dalej… ale bez przy­kładów jakoś tak nijak.. a dzisiaj już Dzień Bez Prze­kleństw… więc się wstrzymam :) Jutro (czyli dopiero 18 grud­nia)  dopiszę więcej na ten temat, bo jest co :) Ale nie można! No! O jejku! No! :)

bookmark bookmark bookmark bookmark bookmark bookmark bookmark bookmark bookmark bookmark bookmark bookmark bookmark bookmark